Czy jest możliwy samozapłon siana, trawy?

Okazuje się, że w czasie pracy na roli istnieją zagrożenia o jakich wiele osób nie ma pojęcia. Jednym z nich są pożary bel siana, do których dochodzi na terenie całego kraju. Letni okres sprzyja pojawianiu się ognia, głównie przez wzgląd na wysokie temperatury. Niekiedy też wynikają one z nierozwagi samych właścicieli pól lub osób rzucających niedopałki papierosów. Czy siano może się samo zapalić? 

Jak najbardziej, pokazują to przykłady każdego roku kiedy setki bel siana w całym kraju ulegają samozapłonowi. Nie jest to może zjawisko nagminne, jednak strażacy w okresie letnim odnotowują wiele takich zdarzeń. Wynikają one z bardzo wysokich temperatur i niskiej wilgotności zbóż, stert słomy oraz ściernisk. Zwykle za pojawienie się ognia jest odpowiedzialny człowiek, pracujące maszyny mogą wywołać iskrę zapalną, nie brakuje też podpaleń. Często też pojawienie się ognia jest wynikiem działań przyrody, silnego słońca i połączenia z chociażby wyrzuconą na poboczu szklaną butelką skupiającą światło na suchym podłożu. Taki przypadek w tym roku miał miejsce 13 sierpnia o godzinie 17:00 w miejscowości Janówek w województwie śląskim. Doszło tam do niebezpiecznego pożaru kilkuset bel słomy. Chwilę po zgłoszeniu na miejscu zaczęły się pojawiać kolejne zastępy, jako pierwsi pojawili się na miejscu strażacy ochotnicy z Jordanowa śląskiego. Okazało się, że ogniem zajęta jest cała powierzchnia siana, podjęto więc decyzję o wezwaniu wsparcia. Suche i płonące siano mogło z łatwością wraz z wiatrem przenosić się w dalsze rejony miejscowości. Rozpoczęto gaszenie ogniem w natarciu, przy okazji zabezpieczono pole kukurydzy znajdujące się nieopodal słomianych bel. Tego samego dnia w godzinach wieczornym na miejsce przybyła cysterna z Wrocławia, strażaków wspierała także deszczowa pogoda, która mimo wszystko nie była w stanie stłumić ognia. Wiatr towarzyszący opadom był na tyle silny, że rozwarstwiona, paląca się słoma mogła doprowadzić do objęcia ogniem dużo większego obszaru. 

Na szczęście pożar udało się stopniowo ugasić, pozostałe działania polegały na dogaszeniu pogorzeliska i zabezpieczeniu terenu wokół. Cała akcja gaśnicza skończyła się kolejnego dnia, późnym popołudniem. W sumie wzięły w niej udział następujące jednostki: PSP JRG 6 Kąty Wrocławskie, PSP JRG 4 Wrocław, PSP JRG 7 Wrocław oraz zastępy OSP z Jordanowa Śląskiego, Księgnic Małych, Pustkowa Wilczkowskiego, Sobótki Zachodniej, Sobótki oraz Pustkowa Żurawskiego.