Czy można wezwać straż pożarną do uwięzionego kota?

Mówi się, że wypadki chodzą po ludziach. Wygląda na to, że chodzą również po zwierzętach. Uwięziony na drzewie kot, który nie chce zejść może przysporzyć nam sporo stresu. Co więc robić w takiej sytuacji? Okazuje się, że strażacy pomogą nam pomóc i to w ramach pełnienia swojej służby. Nie powinniśmy tego jednak wykorzystywać, gdyż wezwane na miejsce służby to pewien koszt, a strażacy mogą zostać w tym samym czasie wezwani do dużo poważniejszego zdarzenia np. pożaru domu, czy zadymionego pomieszczenia.

Jeżeli chodzi o Państwową Straż Pożarną to procedura pozwala wyjechać jednostce do akcji ratowania uwięzionego zwierzęcia po trzech dobach od zgłoszenia. Pozwala to wyznaczyć uczciwą granicę czasową, w końcu kot może pokonać swój lęk i po pewnym czasie zejść z drzewa bez pomocy strażaków. Okazuje się, że takie dobre traktowanie zwierząt to domena naszych polskich strażaków. Środowisko zbulwersowała w ostatnim czasie inna sytuacja, kiedy to w Stanach Zjednoczonych ukarano dyspozytora za odmowę przyjęcia zgłoszenia o siedzącym na drzewie od dwóch dni kocie. Strażak dopytał kobietę o to, czy widziała kiedyś na drzewie szkielet zwierzęcia i dodał, że powinna zaczekać bo kot z pewnością w końcu zejdzie, a poza tym ma dziewięć żyć.

Całe zdarzenie opisała na portalu Facebook córka kobiety, która jeszcze dolała oliwy do ognia koloryzując całe zajście i podkreślając, iż strażak był niekulturalny. Sprawę poruszył też komendant jednostki stwierdzając, że straż pożarna nie jest przygotowania do prowadzenia tego typu akcji ratowniczych zwierząt. Dodał też, że sprzęt pożarniczy ma służyć do gaszenia pożarów w obiektach i mieszkaniach. Dyspozytor za swoje zachowanie został pouczony, dostał naganę z wpisem do akt za jak do zaznacza komendant „sarkastyczne” zachowanie. Kolejnego dnia kota na drzewie już nie było. Z decyzją amerykańskiego komendanta nie zgodziło się jednak środowisko, dla którego wypowiedź telefoniczna kolegi była zwyczajnie szczera.